Nie napisałem listu do Trumpa, uznając, że szedłby przez ocean za długo a co za tym idzie prezydent USA nie miałby okazji przeczytać go o czasie. A chciałem w nim napisać bardzo dużo, a przede wszystkim, co zrozumiałe, bez sensu.
Napisać chciałem, w pierwszej kolejności, że nie kupiłem czerwonej czapki z napisem, zwanej w moim kraju bejsbolówką. Nie chciałem również napisać, że nie lubię Orbana, bo jest to jednak prawda, a prawda – jak powiadają – w oczy kole. Byłem bliski napisania do Orbana prośby, żeby nie pozwolił mi przyjechać do miasteczka o pięknej nazwie Tokaj – smak wina o tej nazwie poznałem - bo chciałbym tam zamieszkać na stałe i chodzić narąbany do końca życia nie wychodząc z domu. Nie wnioskowałem, choć byłoby to logiczne, o zakwaterowanie mnie w mieście Eger, sławnym również z okolicznych winnic, gdzie mógłbym zamieszkać i chodzić narąbany nie wychodząc z domu.
Mimo wszystko sprawy międzynarodowe mnie nie kręciły. W jednym z listów do Trumpa, których nie napisałem nie chciałem zawracać mu głowy naszą przebogatą historią, którą – jako poważny biznesmen – mógłby się nie tylko zainteresować, ale kupić ją i osadzić w tle ponad 200-letniej historii Stanów Zjednoczonych. Mam tu na myśli Sarmację i Sarmatów, o których kilka słów nieważnych dla historii świata a więc i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Podrzucam tylko dwa a nie trzy przykłady, jak pierwotnie zamierzałem. Pierwszy – wszystkie płaskorzeźby w Wenecji i Florencji, płaskorzeźby postaci męskich zapisanych na murach w historii świata, przedstawiają twarz pijanego Sarmaty, co jest dowodem na starożytność korzeni Sarmatów i Sarmacji.
Przykład drugi – mnisi wszystkich zakonów na świętej Górze Athos, gdzie wspólnota mnichów prawosławnych, gdzie samotnia tylko dla mężczyzn, produkują wyłącznie płyny wyskokowe i nalewki na podstawie przepisów na samogon i bimber pochodzących z kniei opanowanych w odpowiednim czasie przez pokolenia Sarmatów, Polaków z krwi i kości. Co istotne: tak się dzieje do dziś, choć nie sprawdzałem tego ponieważ nie lubię chodzić po górach, szczególnie świętych.
Dementuję zdecydowanie, że nie zakładałem hodowli indyków tylko po to, żeby nie sprzedawać ich Trumpowi na uroczystości związane z indykiem. Nie ma na to żadnych dowodów, a gdyby nawet, uznam je za sfałszowane.
Nie złożyłem Trumpowi propozycji eksploatacji kawałka ziemi na brodnickim Ustroniu, gdzie jest glinianka po starej cegielni, a pod nią znajdują się skarby ziem rzadkich. Nie złożyłem z prostej przyczyny: sam się zajmuję eksploatacją wyjątkowych skarbów. Nie będę szeroko się chwalił, ale nie udało mi się wyodrębnić, bazując na czasopiśmie Młody Chemik, sól z Kłodawy w kolorze różowym, w przeciwieństwie do soli z Kłodawy w kolorze białym lub też zbliżonym do białego. Tu mała dygresja – teren skarbów ziem rzadkich nie jest moją własnością i wszystko co tam robię nie biorę na siebie.
Nie słyszałem także o dużej propozycji, która nie została skierowana nie wiadomo przez kogo do prezydenta Trumpa ze Stanów Zjednoczonych, jako biznesmena. Otóż chodzi o niemożliwą sprzedaż województwa świętokrzyskiego z Łysą i Miedzianą Górą, ale bez peronu we Włoszczowej. Nawiasem mówiąc nie wiem o co chodzi.
Nie zapisałem wszystkiego z czym przychodzą do mnie ludzie nie pozbawieni polotu i wzniosłych idei. Nie mogę wszystkim się zajmować. Nie mój to biznes.
Bogumił Drogorób
Napisz komentarz
Komentarze