Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 5 kwietnia 2025 00:02
Reklama

Mucha nie siada

Mucha nie siada

Fachura – dwa, może trzy lata temu, obudził w sobie entuzjazm tworzenia. W zasadzie przypomniał sobie o tym, co było kiedyś. Codziennie pod czaszką bowiem coś mu się gotowało. Jak wymyślił, to już nic nie mogło mu stanąć na drodze. Żadne nie, nie ma, a po co to komu, daj sobie spokój, po jaką cholerę, niby dla kogo, rozpuść włosy, nie zawracaj gitary...


 

Dla niego te frazy nie istniały. Z wiekiem łagodził tempo wynalazcze, ale nigdy nie porzucił myśli, że świat można naprawić, ulepszyć po swojemu, jaśniej oświetlić. Uznał, że od tych zadań jest tylko on, racjonalizator, twórca, żeby nie powiedzieć artysta. Po prostu fachura. I przy tym zostańmy.

Gdy opowiadał o swoich projektach, a ktoś delikatnie, przez grzeczność, zgłaszał wątpliwość, miał na wszystko jedną odpowiedź: mucha nie siada!


 

Co jeszcze o nim warto wiedzieć? Dzięki swoim umiejętnościom był transferowany, jak zawodowy piłkarz ligowy, z klubu do klubu. Wchodził w interes, robił swoje i wracał do siebie, do miasteczka na wzgórzu – za dużo powiedziane, raczej na wyniosłym terenie – skąd widok na dwa jeziora, a las ciągnie się po horyzont i jeszcze dalej.


 

Techniczny, ale nie książkowy. Z książek najczęściej miał w ręku książkę telefoniczną, a poza podręcznikami w zawodówce także czasopisma jak Młody Technik i Horyzonty Techniki, a także Młody Chemik. Uważa, że jest humanistą, bo myśli. - A jak człowiek myśli, to już dużo, nie? Dlatego jest człowiekiem, a skoro człowiekiem to humanistą. Tak to widzę. Nie funkcjonuję jak koń, z klapkami na oczach – określa siebie. 


 

Uważa, że ma na swoim koncie kilkadziesiąt wynalazków. Niektóre zostały nazwane wynalazkami wtórnymi, bowiem zaistniały w praktyce lat temu kilka a nawet kilkadziesiąt. Tak było m.in. 


 

z lepem na muchy


 

Jako racjonalizator zauważył, że od czasu gdy z salonów fryzjerskich, sklepów z wędliną, artykułami spożywczymi i innymi zniknęły typowe wiszące od sufitu, od lamp i żyrandoli taśmy klejące zakończone szpulką, oblepione mazidłem w kolorze miodu oraz muchami, a nastały nowoczesne mucholepy bazujące na chemii, muchy miały raj na ziemi. - Tradycja przegrała z nowoczesnością. Na niekorzyść dla społeczeństwa, bo much przybywało – racjonalizator tłumaczy, dzieli się taką refleksją. - Postanowiłem coś z tym zrobić, żeby muchom życia nie ułatwiać. Myślę sobie, że nie trzeba wielkiej filozofii, wystarczy reprint, jak powiadają drukarze, albo recydywa jak słyszymy na policji. 

Tak więc fachura, zwany racjonalizatorem zgłosił działalność gospodarczą, jednoosobową a firmę nazwał „Mucha nie siada”.

Firma „Mucha nie siada” zaczęła produkcję tzw. lepów okrągłych na muchy na szpuli, którymi zarzucił rynek i w pierwszym roku działalności sporo ugrał na kasie. W kolejnym było podobnie. Do trzech razy sztuka - też się dobrze sprawdziło. Przełomowym był nieoczekiwanie 

czwarty, który zaczął się od tego, że dwóch klientów złapało się na lep, bowiem został za nisko zawieszony. Jeden z poszkodowanych miał bujne włosy, z tym poszło nieźle, obcięto je zwykłymi nożyczkami, choć niezdarnie, ale reszta włosów uratowana. Gorzej było z łysym – tu musiał działać lekarz specjalista od operacji plastycznych. Po prostu produkt firmy „Mucha nie siada” działał silnie i bezlitośnie, nie bezboleśnie. 

Ale nie to było przyczyną zawieszenia działalności. Przyszedł bowiem sezon na muchy bez much. Zostały wytępione. Być może gorące lato zadziałało tak, że w Wigilię Bożego Narodzenia znalazł racjonalizator w swojej pracowni jedną, jedyną muchę, na dodatek tak leniwą, że pomógł jej dolepić się do wiszącego, szpulowego produktu firmy „Mucha nie siada”. - Nie ma co narzekać. Przylecą. Jeszcze zobaczycie – tak określa stan aktualny.


 

Budowa wytłaczarki do folii

Z folią miał kilka przygód, bo folia siedziała mu w głowie, a poza tym na folie było zapotrzebowanie. - Był interes do zrobienia, bo był klient, robiłem na zamówienie.

Wytłaczarka do folii – proces powstania, to informacja dla fachowców, szczególnie dla tych, którzy do dziś się dziwią. Tu mała dygresja – właściwie wszystko co zrodziło się w głowie fachury, budziło zdziwienie w gronie fachowców, żeby nie powiedzieć specjalistów. No bo, na chłopski rozum, urządzenie stworzone przez właściciela firmy „Mucha nie siada” nie powinno działać. A działało!

Wracamy do wytłaczarki – detale to podstawa, cylinder, ślimak, regulator temperatury – wszystko to przypominało raczej maszynkę do mielenia mięsa. Oczywiście rozbudowaną maszynkę. Z przekładnią od betoniarki, głowicą własnej konstrukcji, a także wymierzoną dokładnie częścią rury kanalizacyjnej...

- Może to źle wyglądało, ale to szło! A mnie o to chodziło, nie o wygląd. Ładna to może być pogoda, albo kobieta, nie?


 

Rękawiczki i woreczki

Zostajemy przy folii, do niej miał fachura wyjątkowe podejście. Jednorazowe rękawiczki, jeszcze nie lateksowe, ale właśnie foliowe. Myślał po drodze, sięgając w warsztacie po to czy tamto. Tak wpadł na drzwi od szafy. Na nich zbudował urządzenie do zgrzewania i wycinania rękawiczek z folii polietylenowej. Maszyneria działała bezbłędnie. Ale, jak to fachura, zauważył, że nie tylko rękawiczki z tego można uzyskać. I tak, za pomocą płyty pilśniowej zamontowanej na korbie nawijał rękaw foliowy. Z tego wychodziło mu, na płycie, ponad 50 zwojów. Po zdjęciu z płyty pilśniowej zwój przecinał z jednej strony rozżarzonym drutem, a z drugiej nożem, uzyskując pakiet worków z folii. Urobek dzienny był rewelacyjny.

- Wydajność miałem konkurencyjną do automatów włoskich! Tak się to robiło – dodaje z gębą pełną uśmiechu.


 

Płyta grająca

Wytłaczanie folii przez całą dobę, na okrągło. Miał to opanowane w detalach, ale nie do końca. 

- Wytłaczarka, szczególnie ta, która nie powinna działać a działała, urządzenie budzące zdziwienie czy nawet zazdrość tak zwanych specjalistów, musi chodzić nieustannie, bez przerwy. A skoro bez przerwy, to ja musiałem być na chodzie, dzień i noc. Owszem, mogłem zatrudnić człowieka, żeby do leja wytłaczarki dosypywał tworzywo, granulat. Co jakiś czas, żeby działała nieprzerwanie. No, ale to są koszty. A ja tak działam: myślę i sprawdzam, myślę i sprawdzam. Zaraz, teraz. Wychodzi – dobrze, nie wychodzi – myślę jeszcze szybciej. Wziąłem ciężarek. Kilowy był. Ułożyłem go na warstwie tworzywa w leju wytłaczarki. Ciężarek połączyłem linkami i bloczkami. Niżej stał adapter, stare bambino. Na nim płyta, grająca pocztówka. Gdy w leju kończyło się tworzywo sieć połączeń powodowała, że włączał się adapter, a melodyjka budziła mnie ze snu... Wstawałem, dosypywałem granulatu do leja i szedłem spać. Wytłaczarka chodziła bez zatrzymywania. Proste, jak pałąk od wiadra.

- Nie lepiej było budzik nastawić? - zapytałem, jak się okazało, naiwnie.

- Budzik, to...że się tak wyrażę...każdy głupi nastawi.

- Jeszcze jedno – zaryzykowałem – jeśli można. Co to była za pocztówka, mam na myśli piosenkę.

- Pierwsza to był Bobby Vinton „Moja droga ja cię kocham”, a druga „Płonie stodoła” Czesława Niemena.


 

Perpetuum mobile

to kolejne dzieło fachury od wytłaczarek i innych, cudownych urządzeń. Jest pewien, że jego pomysł, puszczony w ruch, będzie we tym ruchu w nieskończoność. Skoro wielu próbowało dlaczego nie on?

- Naprawiałem rower. Postawiłem, dla ułatwienia, na odwrót. Na siodełko i kierownicę. Zauważyłem, że przednie koło, puszczone w ruch, kręci się dość długo. Pomyślałem, że mogłoby kręcić się w nieskończoność. Ale jak? Dołożyłem więc do obręczy ciężarki, krzyżowo. Cztery ciężarki naprzeciw siebie. Puściłem w ruch. Poszło. Spojrzałem na zegarek. Kręciło się bardzo długo. Niestety po jakimś czasie spowolniło, zwolniło zdecydowanie. No i stanęło. Myślę, że gdybym wziął koło z kolarskiego roweru, które przejechało Tour de France, Giro d'Italia albo przynajmniej Tour de Pologne, kręciło by się jeszcze dłużej. Pracuję nad tym nieustannie. Jedną rzecz ustaliłem bezsprzecznie: do tego eksperymentu, rokującego, nadaje się wyłącznie przednie koło. Tylne, z przerzutką, zdecydowanie odpada.


 

Krajobraz z kluczem

to tytuł wystawy malarstwa niedzielnego, nieprofesjonalnego, wernisażu artystów niecodziennych, chwilowych, z udziałem fachury, racjonalizatora, który ma również i taką pasję. Tu warto zdradzić, że fachura ma dwie siekierki, jak sam powiada, czyli 77 lat. Ma się dobrze. 

- Czasami, z braku lepszych zajęć, maluję. Tych obrazów na strychu się zebrało, pewnie ze czterdzieści a może i więcej. W tej sztuce przeszedłem pewną przemianę. Zauważyłem, że trudno mi wyjść z twarzą. Malowanie ludzi, ich twarzy, zupełnie mi nie wychodziło. Postanowiłem, że zostawię człowieka innym artystom, a zajmę się tym co potrafię.

Fachura, powiedzmy to jasno, bez uwag krytyków sztuki, miał talent do malowania pod kątem, z reguły pod kątem prostym, dopuszczał trójkąty i romby. Czasami koła. No bo jak, przykładowo, namalować słońce albo księżyc w pełni? Generalnie, ten sposób patrzenia na świat, prosto i pod kątem, wydał mu się, najbardziej właściwy. Horyzont, pola. Żyjące, zaorane. Łąki z żywą zielenią. Całkowity brak rzek. Wiadomo, lubią meandrować. Jeden wyjątek, kanały melioracyjne. Natomiast na niebie prawdziwe piękno przyrody. Ptaki w locie. Klucz gęsi. Klucz żurawi. Klucz bocianów. Lecą w dwóch kierunkach – z lewej strony nieba i odwrotnie. 

- Mój zięć, który pracuje w kulturze i zorganizował dla mnie ten wernisaż, na okoliczność dwóch siódemek, nazwał wystawę „Krajobraz z kluczem” - kończy swoją opowieść fachura, wynalazca, humanista, co by nie powiedzieć.


 

Bogumił Drogorób

Fot. Angelika Nagórska


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: LupusTreść komentarza: Narazie zabawa. Oglądaliśmy rzuty. Grzmi tylko oszczepniczka małolatka U-14. Za rok prawda o potędze wyjdzie albo nie. Kto wejdzie na bieżnię, ten jest lekkoatletą, a ten kto z nimi jest na bieżni jest trener z nazwy. Data dodania komentarza: 16.05.2023, 20:44Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Sukcesy brodnickich biegaczyAutor komentarza: KuracjuszkaTreść komentarza: Ale NUMER opisał super Redaktor Bogumił! A tak naprawdę - to z czekaniem do sanatorium - to też numer i to w kolejce długiej! A tyle dajemy na NFZ, by zdrowym być i marzyć, by mieć wciąż te dzieścia lat.. kuracjuszka, ale jeszcze bez numeru.....Data dodania komentarza: 11.05.2023, 20:13Źródło komentarza: Sanatoryjny numer 4457Autor komentarza: joko Treść komentarza: Niech się wasz trener nie chwali . Słyszałem ze dawniej jemu wszystkie plany przysyłał i był na obozach jakiś trener z Iławy. Dlatego w mukli miał nawet mistrzów Polski na 400m i w sztafetach. Teraz leci na jego planach, ale wyników medalowych to oni od 6 lat nie mają, bo z tego trenera zrezygnował. Mukla ma nawet dobry do LA stadion a lepiej żeby miała dobrego trenera do medali. Chyba że wpadnie mu jakiś zawodnik co był już mistrzem Polski, to może zrobi z niego mistrza województwa. Data dodania komentarza: 9.04.2023, 09:00Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Pot i ciężka pracaAutor komentarza: lolek Treść komentarza: Mierne ta wyniki latem mieliścieData dodania komentarza: 8.04.2023, 20:30Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Pot i ciężka pracaAutor komentarza: WiKTreść komentarza: Życzę powodzenia i zachwyconych gości. Oczywiście ciekawa jestem jak kaczka się udała?Data dodania komentarza: 7.04.2023, 23:17Źródło komentarza: Kaczka faszerowana kasząAutor komentarza: CzesiaTreść komentarza: Super Wiesiu! Takie danie po nowemu zrobię na te Święta, bo do tej pory głównym dodatkiem był ogrom jabłek... Dzięki za przepis.. Dam znać, jak smakowała gościom... pozdrawiam już z apetytem! CzesiaData dodania komentarza: 7.04.2023, 17:17Źródło komentarza: Kaczka faszerowana kaszą
Reklama
Reklama