Widać ją z Pucka, nie za bardzo. Widać z Rewy, już lepiej. Z Mechelinek, jeszcze lepiej. Można się wybrać do Pierwoszyna, a najlepiej do Gdyni na Oksywie. Dokładniej – na Babie Doły.
Bywam w tym rejonie Wybrzeża od lat, o każdej porze roku. Bywało, że w głębokim śniegu rozpoznawałem plażę w Rewie, tam gdzie Zatoka Pucka chętnie zamarzała, ale również chętnie dawała znaki przygodnym turystom: lepiej nie wchodzić na lód, odradzam! Najczęściej poddawałem się słonecznym promieniom w letnich miesiącach. Taklowałem deskę i uzbrojony w maszt z żaglem ruszałem mając boczny wiatr.
A potem jesień leniwie rozciągała się wybrzeżem i wiatr nie bardzo służył windsurfingowcom, o uprawiających katesurfing nie wspominając. Cokolwiek robiłem wiosną czy zimą, latem czy jesienią, czy w Rewie, czy w Mechelinkach, o Pucku nie wspominając zawsze wzrok podążał za dziwną architekturą ulokowaną kilkaset metrów od plaży – jak się wydawało – która z oddali kojarzyła mi się z jakąś jednostką pływającą, która osiadła na mieliźnie.
- Torpedownia – wyprowadził mnie z błędu stary rybak z Mechelinek, który swoje już zrobił, ale spacerując na molo dogląda kutry, jak gdyby od niego zależało który z nich wyjdzie w morze. - To jest właśnie torpedownia – dla pewności wskazał ręką.
Miał za sobą ponad osiemdziesiąt lat życia, mil morskich przepływanych na kutrach różnych na liczył, natomiast zachował w głowie to, o czym ludzie mówili, wskazując na torpedownię, czego dowiedział się z gazet, co zobaczył z bliska przepływając.
- Bliżej niż z brzegu – wyjaśnił dla pewności, a potem wciągnęły go naiwne moje pytania i zaczął swoją opowieść. - Z torpedownią to się zaczęło podczas II wojny światowej. Gdynia i wody Zatoki Gdańskiej wydawały się wedle hitlerowców, najlepsze z możliwych. Ten teren był poza zasięgiem angielskich lotników. Na tych wodach przeprowadzano torpedowe próby, dokonywano dokładne pomiary.
Wiedzę starego rybaka z Mechelinek wzmacniam opisem historii torpedowni zamieszczonej przez portal zlotaproporcja.pl
- Budowa rozpoczęła się w 1940 roku. W ekspresowym tempie powstała baza badawcza oraz poligon torped. Bliźniacze obiekty do wystrzału torped zlokalizowano w Gdyni Babie Doły oraz w Gdyni Oksywie. Nazwano je torpedowniami, a cały ośrodek nosił nazwę Torpedowaffenplatz Hexengrund. Torpedownie zbudowano kilkaset metrów od brzegu i połączono z lądem drewnianymi pomostami. Natomiast na lądzie powstał ogromny ośrodek składający się m.in. z montowni torped, elektrowni czy pomieszczeń technicznych. Dodatkowo w okolicy Juraty i Jastarni na Półwyspie Helskim zbudowano trzy punkty obserwacyjne, które z jednej strony zabezpieczały próby, z drugiej umożliwiały ich obserwację.
Gdy działania na frontach II wojny światowej wchodziły w ostatnią fazę z torpedowni ewakuowała się niemiecka obsługa, obiekt został obsadzony przez wojsko sowieckie. Czerwonoarmiści zadbali aby wszelkie urządzenia z torpedowni zostały wywiezione w głąb ZSRR, a pomost kolejki wąskotorowej prowadzący do torpedowni wysadzono, aby uniemożliwić dojście do budynku.
Przez lata torpedownia popadała w ruinę. Jako ruina stanowi dziś atrakcję turystyczną, oglądaną wyłącznie z plaży, wysokiego brzegu, klifów. Miejsce w pobliżu nie nadaje się do żeglugi.
Oprac. Bogumił Drogorób
Napisz komentarz
Komentarze