Smutek. Żal…To w pierwszej kolejności zawładnęło moimi myślami, gdy bliski znajomy, telefonicznie przekazał mi tę niespodziewaną i smutną wiadomość.
Informacja o śmierci Janusza Bronclika przywołała z pamięci dziesiątki spotkań, rozmów, ciekawych opowieści i dowcipów niemal na temat każdego wypowiedzianego zdania, każdej wypowiedzianej myśli. Uwielbiałam słuchać przeróżnych historyjek, szczególnie opowiadanych po mistrzowsku szmoncesów, opartych na przedwojennym humorze żydowskim. Ponieważ też lubię opowiadać dowcipy, to nasze z doktorem spotkania, czasami wyglądały jak gra w ping-ponga. Nawet się z tych dowcipów nie śmialiśmy zbyt długo, bo szybko trzeba było opowiadać kolejny.
Zdarzało się
że na jakimś spotkaniu, gdy siedziałam przy doktorze, to właściwie cały czas opowiadał mi, dobrane stosownie do okoliczności i tematu spotkania, przeróżne anegdoty i historyjki. Był w tym mistrzem. Tyle tylko, że ja czasami nawet nie wiedziałam na jakim spotkaniu byłam. Ładnych parę lat temu, ja również stałam się obiektem pewnego żartu, takiego w stylu doktora. Namaluję twój portret - mówił, ale z góry zaznaczam, że jak ma być ładny, to będzie droższy niż ten, który będzie podobny. Portretu mojego nie namalował i właściwie nie wiem dlaczego nie chciałam mieć swojej podobizny w wersji artystycznej. Dzisiaj trochę żałuję…
Pewnego razu
w naszej redakcji wówczas przy ul. Ogrodowej, umówiłam się z doktorem na wywiad, na konkretny temat. Niestety nie udało mi się poprowadzić rozmowy tak, aby trzymać się wyznaczonej tematyki. Ponad trzygodzinne spotkanie miało tak wiele nie powiązanych ze sobą, ale bardzo interesujących wątków, że siadając do komputera, aby zrobić z tego wywiad, absolutnie nie wiedziałam od czego zacząć…Większość rozmów z doktorem, nawet tych przypadkowych, doskonale pamiętam. Wydaje mi się, że był też dobrym słuchaczem, ale gdy tylko brałam głębszy oddech lub łyk jakiegoś napoju, w zależności od miejsca spotkania, wykorzystywał tę pauzę i błyskawicznie zabierał głos. Mówił z zapałem i fascynacją. Cudownie opowiadał o historycznych ciekawostkach i anegdotach, ale najpiękniej i najczulej zawsze mówił o koniach.
Moje ostatnie spotkanie
z Januszem Bronclikiem miało miejsce jesienią 2024, nie pamiętam dokładnie ale mogła to być końcówka października. Spotkaliśmy się w restauracji Boska w Brodnicy.To było przypadkowe spotkanie i nieplanowana rozmowa. Wtedy nie było czasu na dłuższą pogawędkę, gdyż Pan doktor czekał na swoją bratnią duszę, też znaną artystkę Izę Carbiner, która uprawia malarstwo sztalugowe oraz tkaninę artystyczną a w szczególności cudowny batik. Z Izą (znamy się od lat) pan Janusz Bronclik planował nowe artystyczne przedsięwzięcie, które mieli realizować na początku tego roku. Naszą niedokończoną rozmowę również odłożyliśmy na koniec stycznia tego roku. Niestety te plany już nigdy nie będą wykonane mimo, że doktor wciąż planował i wciąż miał apetyt na życie, także to twórcze.
Zawodowo zajmował się medycyną
przez wiele lat był brodnickim lekarzem, ale o tym niewiele rozmawialiśmy, natomiast nigdy nie porzucił swoich pasji artystycznych i o tym chętnie opowiadał. Do samego końca, mimo sędziwego wieku, wciąż barwnie i ze swadą mówił, ale najbardziej ożywiał się jak opowiadał o koniach i o sztuce.
Cieszył się i był dumny
gdy poproszono go o wykonanie jakiejś pracy dla miasta - często to podkreślał. Teraz, gdy już nie ma Doktora wśród nas, to wspaniale, że w Brodnicy jest wiele miejsc, gdzie na trwale zapisały się dokonania Janusza Bronclika, m.in pomnik: Armii Krajowej oraz Ułana z 1830 r.; płaskorzeźby Henryka Sienkiewicza, Marii Grzegorzewskiej, Jana Kilińskiego oraz Hanny Chrzanowskiej. Spacerując po mieście i napotykając artystyczne ślady działalności Doktora, będziemy wciąż ożywiać w pamięci Jego nietuzinkową postać.
Wierzę, że tak jak ja, Brodniczanie zapamiętają Janusza Bronclika jako wrażliwego na piękno człowieka, artystę malarza, twórcę rzeźb. I zapamiętają człowieka, który mimo, że wiele osiągnął, zawsze był skromny i pełen życzliwości dla spotkanych osób. On kochał ludzi i przyrodę. Do końca swoich dni chciał być z ludźmi i dlatego do końca był aktywnym członkiem brodnickich organizacji.
Gdy spotkałam się z doktorem ostatni raz był pełen witalnych sił i werwy i nic nie wskazywało na to, że to nasze ostatnie spotkanie...
Spoczywaj w pokoju.
Wiesława Kusztal
Fot. archiwum
Napisz komentarz
Komentarze