Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 5 kwietnia 2025 07:30
Reklama

Orszak muzyczny

Orszak muzyczny

Wieś jest duża, gminna. We wsi jest szkoła. Duża szkoła. Kiedyś podstawówka z gimnazjum. W dużej szkole jest nauczyciel. Też duży, a w zasadzie wysoki. Zajmuje się muzyką. Mówią na niego pan od muzyki albo pan od śpiewu, chociaż śpiew to jego najsłabsza strona. Raczej instrumentalista. Chodzi na trąbce i banjo. Obsługuje dęty i strunowy. 

Szkoła jest największym budynkiem we wsi. Dalej idzie urząd gminy, potem remiza. Remiza ma dwa wloty wjazdowe, bo są dwa strażackie wozy. W remizie jest jeszcze oddział socjalny – z łazienką, prysznicem i kiblem oraz oddział kuchenny. Stół, kilka krzeseł, wiszące szafki. W jednej z nich równiutko ustawione kieliszki. Wszystko tam gdzie trzeba, nie ma bałaganu. Jeżeli krzeseł brakuje dobawia się z sali weselnej. Jest na sto osób, wejdzie więcej. Przykładowo, stryjek Mietek przyjdzie z nową panią, której nikt jeszcze nie zna, a ciocia Józia z dziećmi, bo nie było z kim zostawić, a wujek Zygmunt  to ho,ho,ho. Odpłynął w daleki świat, tak mówią. Ale nie o nich teraz...

Pan od śpiewu, zajmujący się muzyką, odrzucił propozycje kolegów ze studiów, żeby tu zagrać, albo tam, zarobić, na promach dobrze płacą, w knajpach też nieźle. Zakochał się we wsi za lasami, nad jeziorem, a nawet jeziorami, rowerem kawałek. Zakochał się także w ziemi, a na koniec w Agacie, córce sołtysa Maśluna. Konkretnie Henryka Maśluna. Aktualnie Henia. Sołtys bowiem wystąpił z wnioskiem, żeby przejść na ty. Jedynie sołtysowa trzyma dystans: możesz mi mówić mamo! Tak mamo!

Sołtys Maślun, aktualnie Henio, wystąpił też z innym wnioskiem – jak gdyby nie znał wszystkiego o zięciu – i krótko podrzucił: byś się wziął, człowieku, za muzykę. Zięć uśmiechnął się, jako że wieść o tym, że jest panem od śpiewu oraz panem od muzyki powszechna była nie tylko w szkole.

Co by jednak nie powiedzieć teść wiedział co mówi, a ideą przewodnią sołtysowej myśli, było wyprowadzenie muzyki ze szkoły. Szkoła to szkoła,  dzieciaki się uczą i nic nam do tego, ale gdyby tak zachęcić chłopaków ze straży OSP? Mało to jest strażackich orkiestr? U nas, w województwie jest razem dziewięć. Tylko nie u nas! I teraz już wszystkim w rodzinie sołtysa oraz wśród sąsiadów było wiadomym, że sołtys rzuca pomysł i chce, żeby uchwycił go pan od śpiewu i pan od muzyki. W końcu rodzina.

Lata minęły od czasu gdy zięć sołtysa Maśluna zagospodarował liczne talenty, także muzyczne, strażackich ochotników, druhów. Stworzył strażacką orkiestrę na podstawie badań Rentgena, zweryfikował, pod względem muzycznym, kto nadaje się do chodzenia w mundurze z instrumentem, a kto do chodzenia tylko w mundurze,  nauczył trzymać instrumenty. Co najważniejsze – grać na nich. 

Przez rok czołgał bractwo po betonowym placyku parkingowym, jedynym we wsi, po murawie boiska do piłki nożnej miejscowego LZS-u, po żużlowej bieżni czterotorowej, z której po przejściu orkiestry podnosił się dym, kurz, ciemne chmury przykrywały chwilowo słońce. Nie pozwolił, nigdy to się nie zdarzyło, na kroplę alkoholu. Oczywiście przed próbą generalną, a każdego dnia próba generalna była, byli więc chętni do maszerowania na bieżni, wiedzieli co będzie na finiszu. 

Ozdobą wsi, gminy i powiatu, wkrótce też województwa byli orkiestranci OSP znad rzeki meandrującej niemal od samych źródeł. Były nagrody główne, zespołowe. Jak choćby Złote Chełmy, najmarniej Srebrne Chełmy. Były indywidualne wyróżnienia: Złoty Helikon, Złoty Bęben Basowy, Złote Czynele, Złota Trąbka, Złote Banjo... 

- Nie było na nich bata. W całym kraju – wspomina sołtys Henry Maśluna, dla zięcia po prostu Henio.

Wszystko szło w dobrym kierunku. Teść pana od muzyki spoglądał na osiągnięcia z uznaniem. Kiwał głową zadowolony, a jako sołtys aktywny, także wkładał mundur strażacki, bo był strażakiem honorowym. Inaczej mówiąc – miał honor być strażakiem. Był dumny, szkoła była dumna, dumna była wieś. Pan od muzyki, niekoniecznie od śpiewu, zapisał się w historii. To nie ulegało żadnej wątpliwości. W bibliotece szkolnej wcinki z gazet, podobnie jak w kronice gminy oraz 128-letniej – tak, tak – historii miejscowej OSP. Ale, ale...

Zięć sołtysa nie spoczął na laurach, jak to się mówi zwyczajowo. Do tych konkretnych nagród, z nazwy, były ustne pochwały, słowa uznania i to wszystko. Wystarczy.  Była jeszcze Grand Prix, ale nie wiadomo czego dotyczyła. Po prostu, góra miała na zbyciu. Wszystko to zdobiło gabloty w urzędzie gminy, remizie,   Strażacki świat niczego nie kwestionował,  do nikogo pretensji ani odrobiny zazdrości, co – prawdę mówiąc – niespotykane w takiej rywalizacji.  Ale tak było.

Pan od muzyki miał pomysł i zagadnął w tej sprawie teścia. Sołtys, gdy dowiedział się, że chodzi o sprawy strażackie powiedział: poczekaj chłopcze. Wyczuł, całkiem słusznie, że sprawa jest poważna,  ubrał się w strażacki mundur, w krawat i czarne lakierki. Bez tego każda decyzja byłaby podważana. Za... brak szacunku do munduru.

- Jako człowiek muzyki wiem co jest grane – zaczął zięć sołtysa Maśluny. Żeby nie marudzić powiem o czym rozmyślam.

- Mów – zezwolił teść.

- Są różne zespoły, także wywodzące się z OSP. Nie ma natomiast takiej kategorii jak pogrzebowe grupy muzyczne. Kiedyś każdego z nas zabraknie, nie ma co do tego wątpliwości. Człowiek się rodzi i odchodzi. Odprowadzamy go, jak się to mówi, w drogę do wieczności.

- W ostatnią drogę do wieczności – sołtys doprecyzował.

- No właśnie, w ostatnią drogę. Żeby tej ostatniej drodze nadać odpowiedni charakter i rangę powinna nieboszczykowi towarzyszyć muzyka. Muzyka jest nieodłącznym elementem naszych dobrych, jak i złych momentów. Dlatego od dawna jest integralną częścią niemal każdego pogrzebu, nie tylko w Europie. Nie zawsze, oczywiście, osoba zmarła chciała lub mogła sama podjąć decyzję o wyborze konkretnych kompozycji czy sposobu ich wykonania... 

- Mów synu, mów dalej...

- Przykładowo, w Ameryce pogrzeby z muzyką na żywo, to przede wszystkim tradycja nowoorleańska. Zespół grający na pogrzebie to najczęściej typowy zespół dixilandowy w składzie: trąbka, puzon, klarnet, banjo, saksofon lub tuba oraz bęben basowy.

- No i???

- Ja mam takich muzyków, w strażackich mundurach. Chłopaki od nas. Rzucę im taki temat.

- Jak to ma wyglądać? Co na to ksiądz? Byłeś z tym u księdza?

- Jeszcze nie. Z tobą najpierw rozmawiam, w końcu ty jesteś sołtysem, a OSP jest nasza. Z niej, a konkretnie z orkiestry, muszę wybrać pięciu, sześciu grajków, którzy zagrają, przy odprowadzaniu na cmentarz, utwory wolne i posępne.

- Jakie utwory? 

- Wolne i posępne. U nas najczęściej jest „Serdeczna Matko” albo „Witaj Królowo”. To można śpiewać, tradycyjnie, nad grobem. Natomiast w drodze, przez cały niekiedy cmentarz, do grobu, idzie ten muzyczny orszak wolno, zespół gra melodię, nikt nie śpiewa. Powiedzmy, że jest to „St. James Infirmary”, albo „Nearer My God to Thee”. Z kolei w Anglii od pięciu lat  najczęściej wybieranym utworem był wielki hit "You Will Never Walk Alone”. Wyjaśnieniem tego fenomenu jest fakt, iż nagranie to jest oficjalnym hymnem drużyny piłkarskiej Liverpool FC.

- Musisz mi to wszystko jeszcze raz opowiedzieć, wytłumaczyć, potem pójdziemy do księdza proboszcza. Ten młody, rzutki ksiądz, według mnie, ma dobrze w głowie poukładane. Możliwe, że on to kupi... - sołtys wstał co oznaczało rozmowę za skończoną. - Na pewno znów będzie o nas głośno! - dodał.

Proboszcz młody i rzutki wysłuchał propozycji złożonej przez strażaków w mundurach w bardzo mocnym składzie: prezes OSP, naczelnik OSP, sołtys wsi, nauczyciel pomysłodawca, pan od muzyki.  Sołtys, który w imieniu  wnioskodawców zamierzał złożyć wniosek był zdziwiony i zaskoczony wiedzą duchownego, znajomością tradycji i obyczajów współczesnego świata. 

Młody kapłan powiedział m.in.: Wybór muzyki wydaje się najmniej istotny. Dlatego dobre firmy pogrzebowe, działające na terenie innych diecezji - w naszej diecezji muzycznych grup pogrzebowych jeszcze de facto ich nie ma -  mają przygotowane listy najczęściej wybieranych kompozycji, by w ten sposób ułatwić wiernym  wybór. Poza tym, warto wiedzieć, że u nas, w polskiej tradycji nadal podczas pogrzebów  dominuje klasyka, przede wszystkim "Marsz żałobny" Chopina i "Ave Maria" Schuberta (ta kompozycja prezentowana jest zarówno w wersji instrumentalnej, jak i wokalnej) oraz "Cisza" ("Il silenzio") Nino Roty. Najchętniej wykorzystywanym do ich zagrania instrumentem jest trąbka, choć popularne są także skrzypce. Musimy też pamiętać, że pogrzeb to nie koncert, a cmentarz to nie teren festynu. Opowiadano mi historię muzyka, który – na życzenie zmarłego – miał nad grobem odegrać solówkę na harmonijce. Zagrał z taką pasją i dramaturgią, że uczestnicy pogrzebu prosili o bis...

Tak czy owak wiedza rzutkiego księdza  z parafii wsi gminnej o muzycznych zespołach pogrzebowych przeszła najśmielsze oczekiwania. Zgoda proboszcza była kwestią dni. Trzeba było czekać na pierwszy pogrzeb. Przez kilka miesięcy strażacy muzyczni byli w gotowości. Dni i tygodnie czekania. Nadzieje na debiut wróciły, gdy zmarł były kierownik byłego pegeeru z wsi sąsiedniej. Niestety, rodzina zmarłego nie życzyła sobie żadnej dziwnej muzyki. Z pomocą przyszła OSP z sąsiedniej gminy, gdzie zmarł nestor miejscowych druhów. I dalej już poszło, jak w łańcuszku św. Antoniego.

Nadmienić wypada też, że ukoronowaniem pięcioletniej działalności pogrzebowej grupy twórczej było zaproszenie na międzynarodowy przegląd zespołów pogrzebowych do Czech. Dostali tam wyróżnienie, a główną nagrodą był „Złoty katafalk”. Grand Prix pozostała nad Wełtawą.

                                                          *

Tłumaczenia tytułów pieśni:

„St. James infirmary” - Idę do szpitala (zobaczyć moją ukochaną)

„Nearer My God to Thee” - Do Ciebie Boże mój zbliżam się 

"You Will Never Walk Alone” - Nigdy nie będziesz iść sam

Bogumił Drogorób 

Fot. Archiwum ZUP Niebo


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: LupusTreść komentarza: Narazie zabawa. Oglądaliśmy rzuty. Grzmi tylko oszczepniczka małolatka U-14. Za rok prawda o potędze wyjdzie albo nie. Kto wejdzie na bieżnię, ten jest lekkoatletą, a ten kto z nimi jest na bieżni jest trener z nazwy. Data dodania komentarza: 16.05.2023, 20:44Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Sukcesy brodnickich biegaczyAutor komentarza: KuracjuszkaTreść komentarza: Ale NUMER opisał super Redaktor Bogumił! A tak naprawdę - to z czekaniem do sanatorium - to też numer i to w kolejce długiej! A tyle dajemy na NFZ, by zdrowym być i marzyć, by mieć wciąż te dzieścia lat.. kuracjuszka, ale jeszcze bez numeru.....Data dodania komentarza: 11.05.2023, 20:13Źródło komentarza: Sanatoryjny numer 4457Autor komentarza: joko Treść komentarza: Niech się wasz trener nie chwali . Słyszałem ze dawniej jemu wszystkie plany przysyłał i był na obozach jakiś trener z Iławy. Dlatego w mukli miał nawet mistrzów Polski na 400m i w sztafetach. Teraz leci na jego planach, ale wyników medalowych to oni od 6 lat nie mają, bo z tego trenera zrezygnował. Mukla ma nawet dobry do LA stadion a lepiej żeby miała dobrego trenera do medali. Chyba że wpadnie mu jakiś zawodnik co był już mistrzem Polski, to może zrobi z niego mistrza województwa. Data dodania komentarza: 9.04.2023, 09:00Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Pot i ciężka pracaAutor komentarza: lolek Treść komentarza: Mierne ta wyniki latem mieliścieData dodania komentarza: 8.04.2023, 20:30Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Pot i ciężka pracaAutor komentarza: WiKTreść komentarza: Życzę powodzenia i zachwyconych gości. Oczywiście ciekawa jestem jak kaczka się udała?Data dodania komentarza: 7.04.2023, 23:17Źródło komentarza: Kaczka faszerowana kasząAutor komentarza: CzesiaTreść komentarza: Super Wiesiu! Takie danie po nowemu zrobię na te Święta, bo do tej pory głównym dodatkiem był ogrom jabłek... Dzięki za przepis.. Dam znać, jak smakowała gościom... pozdrawiam już z apetytem! CzesiaData dodania komentarza: 7.04.2023, 17:17Źródło komentarza: Kaczka faszerowana kaszą
Reklama
Reklama