Wymiary bramki do piłki nożnej (futsal) - 200 cm wysokość, 300 cm długość. Wymiary bramki do piłki nożnej na trawie, jak na Wembley - 244 cm wysokości, 732 cm szerokości (8 stóp i 8 jardów). Jest to miejsce, w którym Marta Ozimek, bramkarka Nowego Świtu Górzno czuje się najlepiej.
Pochodzi z miasta Łodzi. Rodzice mieszkają tam nadal. W rodzinie nikt specjalnie sportem się nie zajmował. Marta przeciwnie – chciała grać w siatkówkę. Chciała zapisać się do łódzkiego klubu, żeby wszystko odbywało się zgodnie z jej planem.
- Pani trenerka powiedziała, że nie, że się nie nadaję do siatkówki, bo jestem za niska. Poradzono mi, żebym zajęła się czymś innym, może piłką nożną? Przypadek sprawił, że potoczyła się przede mną właśnie futbolówka, metaforycznie rzecz ujmując. Poszłam na zajęcia do szkolnego klubu, - spodobał mi się ten pierwszy trening. Następnego tygodnia byłam już w UKS SMS Łódź. I tak to się zaczęło. Grałam w tym klubie pięć lat, w ekstraklasie, a więc najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce – opowiada Marta, od kilku lat mieszkanka Górzna, zawodniczka miejscowego klubu.
Już nie kombinowała,
w polu widzenia był tylko i wyłącznie futbol i piłka tocząca się po murawie. Łódzka Szkoła Mistrzostwa Sportowego stworzyła nie tylko warunki do rozwoju kariery, uformowała ją także jako zawodniczkę. Pilną, zdyscyplinowaną, rokującą spore nadzieje.
- Codzienność to treningi, przez cały tydzień. Do tego treningi bramkarskie, trzy razy w tygodniu. Można się było nabiegać. Dlaczego wybrałam bramkę? Gdy rozpoczynaliśmy treningi w grupie trener zapytał co sądzę o grze w bramce. Akurat szukano zawodniczkę na tę pozycję. Zgłosiłam się, także kilka innych koleżanek. Trener zauważył, że mam pewne umiejętności, że się dobrze ustawiam, że się rzucam by sięgnąć po piłkę. W każdym razie musiał coś we mnie dostrzec, bo powiedział: Marta, ty już zostaniesz w tej bramce! No i tak wyszło.
Z UKS SMS Łódź (rozwińmy ten skrót: Uczniowski Klub Sportowy Szkoły Mistrzostwa Sportowego Łódź) zaczęła pokonywać kolejne szczeble ligowej drabinki
- Najpierw była tzw. naborówka, III liga, potem II liga, grałyśmy też w I lidze, a gdy bramkarka z ekstraligi złapała kontuzję weszłam do pierwszego składu i, co ciekawe, zadebiutowałam w meczu z Unifreeze Górzno (tak nazywał się klub, który przebojem wszedł na najwyższy stopień rozgrywek). Przegrałyśmy z nimi, a w tej ekipie grała między innymi Agata Bała, dziś moja koleżanka z drużyny.
Debiut Marty w łódzkim zespole UKS SMS, właśnie w spotkaniu z górzniankami, miał swoje nieoczekiwana konsekwencje. W drużynie z Górzna kontuzjowana została bramkarka. Zerwane więzadła krzyżowe, paskudna przypadłość. W Górznie trwały gorączkowe poszukiwania i wtedy futbolistki Unifreeze wskazały na łodziankę: panie trenerze, weźmy Martę, ona dopiero zaczyna swoją karierę, niech ją buduje u nas. Trener górznianek Grzegorz Bała, inicjator kobiecego futboli w regionie, na Kujawach i Pomorzu, uznał, że to bardzo dobry pomysł.
Marta, chodź do nas!
Takie było hasło, które doprowadziło do przeprowadzki z łódzkiej kilkusettysięcznej metropolii do Górzna, miasteczka zamieszkanego przez 1276 obywateli.
- W UKS SMS nie byłam pierwszą bramkarką. Wiedziałam, że koleżanka po wyleczeniu kontuzji zajmie miejsce w bramce, a ja już nie chciałam siedzieć na ławce rezerwowych. Górzno stworzyło mi taką okazję, że wybiegam w pierwszym składzie, że ja rządzę w polu bramkowym, że dobrym podaniem rozpoczynam akcję naszych dziewczyn. Zastanawiam się kiedy to było, czas szybko płynie, chyba sześć albo i siedem lat temu. Od tego czasu mieszkam w Górznie. I gram w ekipie Nowego Świtu Górzno. Nie jestem wysoka, ale daję sobie radę. Wiele zależy od ogólnej sprawności. Wiem, że dziewczyny z innych drużyn, gdy spotykamy się w meczu mówią do siebie: Marta w bramce, no to będziemy walić górą, nie ma szans, nie sięgnie wszystkich piłek. Na początku mojej kariery bramkarskiej trener ostrzegał: Marta, nie wychodź za daleko, bo dostaniesz loba, piłka ci wpadnie za kołnierz. Ostrzegał codziennie. Najpierw, jeszcze w Łodzi, robił to trener Tomasz Szmit. Tutaj Agata Bała mnie bombarduje. Zostajemy po treningu grupowym, ona ustawia sobie piłki na 16 metrze i się zaczyna. Motywuje mnie i jednocześnie zmusza do dobrego ustawiania się w bramce. Dużo czasu mi poświęca, no więc siłą rzeczy muszę się przyłożyć, tego czasu nie możemy zmarnować. Postępy są, to najważniejsze.
Do Łodzi
Odpowiedź na pytanie jak często wpada do Łodzi, może budzić zdziwienie. - Może raz do roku? - Marta zastanawia się przez chwilę – Tak, potwierdza, raz do roku. Ostatnio byłam, niech pomyślę, na Boże Narodzenie. Zeszłego roku. Tu, w Górznie zadomowiłam się. Tutaj ukończyłam liceum, aktualnie studiuję na uczelni sportowej. Czas leci, już jestem na III roku. Są to studia licencjackie. Agata Bała skończyła taką uczelnię, teraz pisze magisterkę. Ja też się chyba zdecyduję. Niedawno rozpoczęła studia Natalia Matuszewska, łowczyni bramek, Weronika Górecka także studiuje.
Górzno, niewielkie miasteczko
gdyby mi się nie podobało tutaj długo bym nie była. Lubię takie tajemnicze zakątki. Lubię tu mieszkać, spacerować, wielki las dookoła, świeże powietrze. Nie mam kompleksu - duże miasta, takie jak Łódź, żyją własnym życiem, ja żyję swoim. I tak jest dobrze. Tu mieszkam, tu mam swoje pieski, tu gram w klubie, tu mam znajomych, także tutaj pracuję.
Na skraju parku krajobrazowego „Jagódka”, niegdyś pensjonat, dziś bursa szkolna. Tam mieszka Marta, futbolistka Nowego Świtu Górzno, tam też pracuje. Gdy trzeba – w kuchni, albo jako sprzątaczka. Przemyślała, że wszystko co robi ma sens. Funkcjonowanie bursy ma sens, bowiem zawodniczki, grające w Górznie pochodzą z Warszawy, Chełmży, Torunia, Włocławka, Kosowizny, oczywiście Łodzi, bliższych i dalszych okolic. Jedyną miejscową jest Agata Bała, mieszkająca z rodzicami w Zaborowie.
Więzadła krzyżowe
- to przekleństwo, kontuzja nie tylko futbolowa, ale futbolistów i futbolistki dopada najczęściej. Marta, tak jak kiedyś jej poprzedniczka, siedem miesięcy temu, poczuła potworny ból w nodze. Konieczna była natychmiastowa operacja. Bramkarka nie jest zawodniczką szczególnie chronioną, nawet przez pole bramkowe. I co z tego, że w tym miejscu atak na bramkarza/bramkarkę skutkować może nawet czerwoną kartką, czyli wyrzuceniem z boiska. Atakujące nie zastanawiają się, wchodzą ostro. Można się przed tym bronić, Marcie udawało się uniknąć takich starć. Do czasu.
Trzy miesiące po operacji
Marta wyszła na boisko. Ale między słupkami stała już jej zmienniczka, Amelia Kotowicz, spisując się bardzo dobrze. Marta Ozimek usiadła na ławce rezerwowych. Stanowi jednak ważne ogniwo zespołu – tu trzeba kilka wyjaśnień. Otóż Nowy Świt Górzno gra w lidze piłki halowej, zwanej futsalem. Tutaj, podczas gry, drużyna składa się z 5 zawodniczek/zawodników w tym bramkarka/bramkarz. W tej odmianie piłki nożnej zespół z Górzna gra w ekstralidze, najwyższej klasie rozgrywkowej. Podopieczne Grzegorza Bały są aktualnymi wicemistrzyniami Polski. W tym sezonie idą jak burza, prowadzą w tabeli rozbijając zespoły, aplikując po dziesięć, kilkanaście bramek. Cel to mistrzostwo Polski.
Jest też znana nam dobrze odsłona, piłka nożna na trawie, 11 zawodniczek/zawodników. Trzeba mieć silną i szeroką kadrę, aby podołać zadaniom. Górzno gra w tej specjalności w II lidze (grupa północna). Dla Marty Ozimek zabrakło miejsca w bramce, ale trener postanowił, że zagra w polu, najczęściej w ataku.
Gol
No i zdarzył się mecz, który przejdzie do klubowej historii, na pewno Marta odnotuje go w swoim dzienniku zawodniczki. Mecz wyjazdowy w Warszawie. Rywalkami są futbolistki z ekipy Diamenty Warszawa. Diamenty to liderki północnej grupy II ligi, Nowy Świt Górzno – drużyna środka tabeli. Do przerwy wszystko toczy się zgodnie z oczekiwaniami warszawianek. Prowadzą 1:0. W drugiej części meczu inicjatywę coraz częściej przejmują górznianki. Autorką pierwszego gola na 1:1 jest Agata Bała, córka trenera. Drugą bramkę, zwycięską na 2:1 zdobywa Marta Ozimek, specjalistka gry między słupkami. I gdzie jest ta diamentowa dziewczyna?
- Znalazłam się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i tak się złożyło – ocenia krótko, szczerze i spokojnie Marta. - Miałam trzy sytuacje w tym meczy, dwie zmarnowałam, trzecia była wreszcie skuteczna. Trafiłam. Nie zawsze da się trafić.
Na koniec mała dygresja - rozmawiając z Martą nie mogłem oderwać wzroku od jej... paznokci. W końcu zapytałem czy to tipsy? Wyjaśnienie było zaskakujące: nie ma tu nic sztucznego, to moje, sama o nie dbam od strony kosmetycznej. I żeby nie było drugiego pytania, owszem, jeśli stoję na bramce, wkładam rękawice, jak każda bramkarka i nie ma problemu.
Nie ma, ponieważ w futbolu kobiecym szczególnie dba się o estetykę, także na boisku.
Tekst i fot. Bogumił Drogorób
Napisz komentarz
Komentarze