Kilka dni temu wpadł mi w ręce wiersz Magdaleny Szpunar profesorki Uniwersytetu Śląskiego, wybitnej poetki, która pisze o Bożym Narodzeniu: „Żeby były święta trzeba życzliwości dla siebie, wybaczenia sobie tego, co się nie udało”…Te strofy zainspirowały mnie do napisania felietonu o grudniowym czasie oczekiwania na cud.
To ważne święta dla większości Polaków. Tych niewierzących także. Ale pewnie, jak wielu z nas, mam wrażenie, że z roku na rok coraz bardziej czegoś w tych świętach brak. Dzisiaj wyraźnie widzę, że Boże Narodzenie z lat mojego dzieciństwa oraz młodości i to obecne to niby te same święta, a jakże inne. Tamte były bliżej istoty narodzin w stajence, głębokie, szczere i radosne, mimo, że uboższe.
Wśród chaosu
w pogoni za prezentami, choinką i zakupami na świąteczny stół, niewiele czasu zostaje dla duchowej refleksji nad fundamentami wiary chrześcijańskiej, gdy miłość Boga do świata ukazała się poprzez narodziny dziecka w pasterskiej stajence. Znaczenie tego święta w aspekcie religijnym jako podstawa dla wielu wiernych, jest symbolem nadziei, miłości i pokoju, a przynajmniej tak powinno być. Pochylając się nad tajemnicą narodzin Boskiej Dzieciny nie sposób nie zrozumieć wołania, jakie wciąż płynie spod strzechy ubogiej stajenki. Co zostało z przesłania miłości, pokoju i solidarności z ludźmi bez względu na kolor ich skóry, wyznanie, status społeczny, czy orientację seksualną? Co do zasady przesłanie to powinno dotyczyć szczególnie tych, którzy czują się osamotnieni, poniżeni, może wzgardzeni, czy wypychani za kolczaste zapory. W natłoku myśli rodzą się kolejne pytania; jak bardzo tajemnicę Bożego Narodzenia przesłoniła komercja, fałsz i hipokryzja? Czy te piękne i głębokie treści zostały głównie w teorii?
Co w naszym, katolickim kraju zostało z tych świąt?
Polski jezuita, teolog, jeden z wybitniejszych intelektualistów w gronie duchownych katolickich, ojciec Wacław Oszajca o Bożym Narodzeniu mówi podobnie jak Magdalena Szpunar. „Te święta są po to by umocnić w nas to wszystko co jest dobre. Są one czasem pojednania”. Jak to się ma do tego co płynie ze szczytów władzy? Ojciec Oszajca mówił też, że nikogo nie można nazywać wrogiem. Jeśli chcemy z ludźmi walczyć, pokonywać ich, kompromitować czy triumfować nad nimi, to jest to niechrześcijańskie. Tego musimy się wyzbyć, bo tak jak Bóg ma nad nami miłosierdzie, tak my powinniśmy mieć miłosierdzie nad ludźmi, tzn. szukać sposobu pojednania. …A jeśli jest się skrzywdzonym, to starać się jako pierwszy wyciągnąć rękę do przebaczenia i pojednania. I wówczas święta Bożego Narodzenia będą spędzone po Bożemu - podkreślał o. Oszajca. Że to trudne pokazał jeden z wpływowych polityków, który o tzw. obywatelskim kandydacie na prezydenta RP mówi, że on będzie jednoczył naród, a chwilę później głosi, że wśród ludzi jest wyższość i niższość. Co prawda, to brzmi trochę inaczej niż lepszy i gorszy sort, ale to wciąż pogarda i dzielenie.
- Od polityków mamy prawo wymagać
zwłaszcza od tych, którzy przyznają się do chrześcijaństwa. Żeby to chrześcijaństwo nie było tylko w słowach, ale w czynach - mówi o. Oszajca. Jednego z nich w sposób szczególny wyróżnił duchowny: „w postawie Kaczyńskiego nie ma chrześcijańskiego ducha”- dodał. Trudno się z tym nie zgodzić ale jest nadzieja, że może tym razem w blasku betlejemskiej gwiazdy, nastąpi cud i on naprawdę pojedna się ze swoimi przeciwnikami. Zresztą czy z powodu Narodzin Boskiej Dzieciny, czy z myślą o dobru naszej Ojczyzny powinno nastąpić przebudzenie całej klasy politycznej, od prawa do lewa.
Na szczęście wśród obywateli nie ginie prawdziwy duch dobroczynności i miłosierdzia, który nie ulega zawieszeniu między świętami. Świadczą o tym tysiące akcji charytatywnych dla chorych, dla ubogich, dla powodzian, pogorzelców i tych spod wschodniej granicy.
Świąt prawdziwych, pełnych nadziei i miłości życzę Państwu.
Wiesława Kusztal
Napisz komentarz
Komentarze