Kiedy zabierałam się do pisania tego felietonu, zastanawiałam się jaką refleksją chciałabym podzielić się z Państwem. Nie przychodziło mi nic ważniejszego niż sierpniowe wydarzenia sprzed prawie czterdziestu lat. Żyją ludzie, którzy dokładnie pamiętają tamte czasy i wiedzą co leżało u podstaw ówczesnych wydarzeń. Ale osobom urodzonym już w wolnej Polsce należy się kilka słów wyjaśnienia.
Polski sierpień 1980 zaczął rodzić się w połowie lat 70. Najpierw w 1975 roku protesty przeciwko zmianom w konstytucji PRL, a zwłaszcza wpisaniu do niej kierowniczej roli PZPR i wieczystego sojuszu z ZSRR, a pod koniec czerwca 1976, po ogłoszeniu drastycznych podwyżek cen urzędowych na wiele artykułów konsumpcyjnych odbyły się strajki robotników z zakładów w Ursusie i Radomiu, które krwawo stłumiono, a ich uczestników dotkliwie ukarano. Konsekwencją tych wydarzeń było powstanie KOR-u (Komitet Obrony Robotników) pierwszej, legalnej opozycji w Polsce, mającej na celu obronę praw robotników. Zaczęto wydawać niezależne pisma. Potem był rok 1978 - wybór Karola Wojtyły na papieża i jego pierwsza pielgrzymka do ojczystego kraju. JPII dał Polakom silny impuls. Poczuli się silniejsi, bardziej zjednoczeni i bezpieczniejsi pod jego czujnym okiem.
Przyczyną strajków w 1980 roku było niewyobrażalnie trudne życie. Brakowało wszystkiego. Na półkach sklepowych poza octem i musztardą nie było nic. Brakowało butów, ubrań, nie mówiąc o mieszkaniach, na które czekało się kilkadziesiąt lat, a telefon w domu był nie lada rarytasem latami wyczekiwanym. Po książki, pralkę, czy pościel stało się pod sklepem przez wiele nocy i dni. Nie mówiąc o meblach, czy telewizorach. Galopujące podwyżki cen oraz wszechobecna cenzura zmusiły ludzi do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy. Kolebką zmian były skupiska robotników w zakładach pracy na Śląsku, Wybrzeżu, w Świdniku i Lublinie, tam gdzie funkcjonował kluczowy dla gospodarki przemysł. Strajki po lipcowych podwyżkach wybuchały w całej Polsce. Telewizja, radio ani prasa nie informowały o tym. Jedynie Radio Wolna Europa mówiła, że bunt narasta. Nastąpił przełom. Ludzie przestali się bać. Zaczęto opracowywać żądania adresowane do rządzących (KC PZPR), które zebrano w tzw. postulaty.
Listę otwierało żądanie utworzenia wolnych związków zawodowych, przestrzegania konstytucyjnych praw i wolności, oraz poprawy warunków bytowych ludzi. Wymagania robotników były dla władz trudne do zaakceptowania, ale PRL-owski rząd widząc, że fala protestów wciąż rośnie musiał pójść na ustępstwa. W końcu sierpnia w 1980 r. podpisano porozumienia między rządem a strajkującymi robotnikami. Porozumienie w Stoczni Gdańskiej 31 sierpnia sygnował, słynnym wielkim długopisem, Lech Wałęsa, a z ramienia rządu, ówczesny wicepremier Mieczysław Jagielski. Kwestią sporną było zwolnienie więźniów politycznych, tego domagał się Wałęsa i wygrał. Te historyczne wydarzenia zapoczątkowały zmiany, które doprowadziły do obalenia komunizmu. Na skutek porozumień sierpniowych od początku września zaczęły powstawać wolne związki zawodowe. Wtedy powołano NSZZ "Solidarność". Na pierwszego przywódcę wybrano Lecha Wałęsę. "Solidarność" liczyła kilka milionów członków, a liczba ta wciąż rosła. Lech Wałęsa potrafił w imię wolności wyzwolić w Polakach ducha walki.
Jakby dziś nie oceniać Wałęsy, to jedno jest pewne, nie byłoby wolnej Polski i wolnej Europy bez niego. Bo czyż wtedy, gdy był czas buntu i walki ze znienawidzoną komuną, był ktoś lepszy, kto mógłby go zastąpić? Czy był ktoś z taką charyzmą jak on?
Obecnie, z perspektywy czasu nieco inaczej oceniamy tamte wydarzenia, ale wtedy nikt nie wiedział jak daleko mogą posunąć się komuniści. Mieli wojsko i czołgi, oddziały milicji, ZOMO i więzienia. Pamiętając krwawo stłumiony bunt w 1956 i 70 roku, było czego się bać. Pewnie dlatego nikt poza Wałęsą nie wykazał się odwagą, aby wyjść na czoło walki o wolność. Wielu z nas, świadków i ówczesnych działaczy „Solidarności” wciąż pamięta tamtego prostego robotnika, który potrafił wygarnąć prosto w oczy w 1983 r. wicepremierowi Mieczysławowi Rakowskiemu: „Wysłaliście na nas czołgi i pałki”. Pamiętajmy, że były to czasy zamordyzmu. To Wałęsa stanął do debaty telewizyjnej z Miodowiczem, ówczesnym aparatczykiem i szefem OPZZ i rozniósł go w pył. To za takie poczynania robotnicy ze stoczni, nosili na rękach Lecha. Ich Lecha. A dziś z niedowierzaniem patrzymy na związkowców z „Solidarności”, którzy podobno chcą Wałęsie odebrać honorowe członkostwo związku, który on wraz z kolegami tworzył. Tę groźbę w mediach objawił obecny szef związku.
W sensie prawnym, NSZZ „Solidarność” z Piotrem Dudą na czele, ma prawo do sztandaru i logo pierwszej „Solidarności”. Ale to nie oznacza, że ma prawo do całej spuścizny „Solidarności” z 1980 roku. Tej ze stanu wojennego, Komitetów Obywatelskich i tej z Lechem Wałęsą na czele. Tym bardziej, że im dalej od sierpniowych wydarzeń wielu dawnych, bohaterów i opozycjonistów nie zgadza się na solidarność Gniadka, czy Dudy. I jest ich znakomita większość.
Wygląda na to, że kolejna rocznica sierpnia`80, w wyzwolonej spod jarzma komunizmu Polsce przebiegać będzie wśród podziałów, oskarżeń, zawłaszczania miejsc i symboli. Marzeniem byłyby radosne i wspólne obchody. Ale widząc dotychczasowe święta i rocznice, nie ma nadziei, że tym razem rząd i obecna „Solidarność” zaproszą Polaków do godnego świętowania pod jednym sztandarem.
Niestety, niszczy się tę legendarną „Solidarność”, zniesławia jej pierwszego przywódcę i zakłamuje historię. Ale przede wszystkim niszczy się poczucie godności obywatelskiej i tak zwyczajnie po ludzku, odziera się nas z dumy i radości tamtego zwycięstwa. Ów obywatelski zryw i euforia milionów powinny przejść do historii jako piękny i wyjątkowy czas. Czas jedności w walce o wolną, niepodległą ojczyznę.
Tymczasem IPN kilka dni temu wdrożył nowe śledztwo przeciwko Wałęsie. Ale czy można mieć zaufanie do urzędu o podwójnej moralności. Z jednej strony bardzo wnikliwie i z ogromną determinacją zajmuje się Wałęsą, oskarżając go o układanie się z SB w latach 70-tych, trudnych dla Polaków czasach krwawego tłumienia grudniowych strajków, a z drugiej strony ten sam instytut nie wnosi sprawy do sądu TW Wolfganga, który w zobowiązaniu do współpracy z SB napisał, że będzie donosił, bo kieruje się obowiązkiem patriotycznym. No ale jeśli razem z żoną jest się pupilkiem władzy to nie ważne, że podpisał i nie ważne, że są mierni. Ważne, że wierni. I to dzisiaj wystarczy, aby mieć święty spokój i ciepłą posadkę.
Wałęsa nie ma spokoju, ale ma Nobla oraz należne mu miejsce w historii Polski i Europy. A w sercach milionów Polaków ma dozgonną wdzięczność. W odebraniu mu zasług nie pomogą żadne zabiegi polityczne. Nie pomogą największe intrygi i furia obecnego szefa związku, ani ścisła współpraca z rządem w celu zniszczenia symbolu „Solidarności”.
Wałęsa jest jeden. Obchody rocznicowe też powinny być jedne, wspólne i radosne. Sztandar „Solidarności”, tak jak wtedy, powinien jednoczyć. Nie dzielić! Jak będzie? Okaże się już dziś.
Wiesława Kusztal
Napisz komentarz
Komentarze